Widzę przystojnego niebieskookiego blondyna i smukłą szatynkę w obcisłej mini. Uściski, całuski i iskierki w oczach to motyw przewodni załączonych fotek. Wszystko aż kipi miłością. Ale napisy pod zdjęciami kuzyna działają na mnie jak płachta na byka… Mrrr koteczku i mam ochotę wypuścić pazury.
Może pochodzę z innej planety, na której nie miałam styczności z bezkompromisowym nastawieniem do okazywania miłości. A może taka po prostu się urodziłam. Kiedyś usłyszałam, że jako dziecko po dostaniu całusa natychmiast się wycierałam… Nie lubię się całować na przywitanie i na pożegnanie. Z chłopakami nie całowałam się na przerwach między lekcjami, w akademiku nie chodziłam z nikim pod rączkę, nie znosiłam randek i telefonów. Wolałam mieć święty spokój.
Całować się nie znoszę. Aż dziw, że mam męża, ale między nami musi być jakaś chemia, bo całowanie z nim to taka gratka ;p
Powrócę do mojego kuzyna. Cieszę się bardzo, że znalazł swoją „drugą połówkę jabłka” (to też cytat spod jednej fotki), ale ta słodycz zamiast zachwycać, przyprawia mi rogi, a z nozdrza bucha para rozłoszczonego byka. Chcąc nie chcąc, nie utrzymuję z kuzynem kontaktu, bo o czym ja mam z nim rozmawiać? Mrrr.. cześć kocurze co słychać!
Dowiedziałam się niedawno, że mają małego pieska – „małą Daisy”. Wożą ją ze sobą, a na imieninach u babci miała swoje miejsce za stołem, na kolanach swojej pani. Mrrr… piesku! Dodam specjalnie, że gdy mój kuzyn był mały musiałyśmy zamykać w pokoju naszą kochaną jamniczkę, bo inaczej słychać było jedynie przeraźliwy krzyk dziecka i wrogie upomnienia jego ojca, że psa w domu się nie trzyma!
Wcześniej myślałam, że to taki szok, który przejdzie po roku intensywnej miłości. Teraz widzę, że to stały element tej pary. Co mam im zatem życzyć?
Dużo miłości
Mrrrr


