iWoman.pl iWoman.pl

przejdź do listy blogów przejdź do serwisu

LogowanieRejestracja

Pieczone pomidory

I zrobiło się pochmurnie. Tylko nie za oknem, gdzie jesień przybrała strój babiego lata. To w naszych czterech ścianach zrobiło się tak nieciekawie. Mieliśmy wyjechać. Cieszyć się jesienią. A skończyło się na przeziębieniu i katarze długim na 4 rolki papieru toaletowego. Dzieląc na 3 nie jest tak strasznie...

Już jest lepiej. Już jestem w stanie złożyć zdanie. Czyli pod czaszką nie ma już ucisków. Trudno się choruje z chorym dzieckiem i chorym mężem. Dobrze, że mamy takie wynalazki jak sklepy internetowe, bo pewnie byśmy nie mieli nic do jedzenia...

Cztery dni wspólnego siedzenia w 4 ścianach spowodowało, że z przyjemnością schowałam się w kuchni przed moimi chłopakami. Wyszukałam jakieś stare przepisy i kuchciłam. O nie pamiętam bym tyle siedziała w kuchni! W ruch poszły patelnie, garnki, praski, naczynia do piekarnika i blachy. Nasze apetyty rosły z dnia na dzień w miarę jak czuliśmy się lepiej, więc rządziłam w kuchni coraz intensywniej. I odkryłam nowy smak.

Pieczonego pomidora.

Wiem, wiem to przecież bardzo znany smak. Ale nie jest on taki sam jak w pomidorowej, w spaghetti lub zwykłym pomidorze na kanapce. Jest o wiele bardziej intensywny, nęci zapachem podczas pieczenia. No i to zerkanie do piekarnika, czy już? czy jeszcze?

Wspólne czekanie na pieczonego pomidora pogodziło nas wszystkich, znowu mogliśmy na siebie patrzeć.

W sumie gotowanie nie jest takie złe. Zazwyczaj z niego rezygnowałam. Jadłam w pracy lub w drodze po pracy. Macierzyństwo sprawiło, że mam małe istotki do nakarmienia i jeszcze siebie. Uwielbiam słowo "mniam" w ustach dzieci.

Komentarze (10)
nie chcę samochodu

Dziś ten dzień. W sumie ciekawe jakby nasza codzienna rutyna wyglądała bez samochodów. Może byśmy mieli latające dywany :)

 

 

U znajomych znaleźliśmy z synkiem pojazd nie-spalinowy.

Podobało się nam...

 

Komentarze (7)
przeMeblowanie

Nareszcie zapadła noc. Dla mnie dopiero przed chwilką skończył się weekend. Trochę się przedłużył i wcale nie byłam happy z tego powodu. 

Próbowaliśmy z moim lubym wygenerować więcej miejsca z naszego własnego, ale ciasnego M. Starsze dziecko chyba coś przeczuwało, bo gdy tylko zobaczyło dziadków na horyzoncie spakowało swoje zabawki i powiedziało PA. Młodsze musiało znosić cierpliwie nasze mierzenia, wycieczki po sklepach, mierzenia, spory, zamyślenia etc.

Posiłkowaliśmy się ciocią. A mamy bardzo fajną ciocię! Dzięki temu synek nie przeszkadzał, a ciocia trzymała nasze nerwy na wodzy, bo przecież nie będziemy się przy niej kłócić o centymetr. 

Kąpiel była wyśmienita. Wiertarka dostała udaru. Zmyłam z mojej głowy pył z sufitu. Co za ulga. Mieszkanko wypucowane. Piwnica posprzątana. Swoją drogą byłam pewna, że mam śmieci pod kontrolą. Tzn. wszystko segregowane ze starannością. Ale to co wynieśliśmy do kosza z piwnicy i rozkręconego regału mocno mnie ośmieszyło. Nie mam pojęcia co zrobić z ubrankami po dzieciach, na horyzoncie nie widzę, żadnej przyszłej mamy. Może się pojawi. Miejsca trochę przybyło. Zaczekam.

Muszę się przyzwyczaić do nowego porządku. Oby jak najszybciej. Najbardziej jestem zadowolona z regału ustawionego w korytarzu. Okazało się, że mamy szerszy korytarz niż te standardowe. Teraz, gdy idę do kuchni mijam moje ulubienice, które leżą sobie na półkach. Dobrze, że pojawiły się e-booki. Miejsca nie braknie.

Komentarze (4)
Nie wierzę

Jestem lekko zdziwiona szumem medialnym i chyba kościelnym jaki zaistniał wokół uczestnictwa Pana N w programie Telewizji Polskiej. Nie za bardzo rozumię w czym rzecz. Przyznam się, że programu nie widziałam, muzyki Nergala nie słuchałam i nie słyszałam potępienia z ambony. 

Może to tylko szum, który tworzą internetowe portale społecznościowe. Piszę, aby się upewnić. Bo tylko na takich stronach jestem karmiona takimi newsami. Widzę je obok informacji dotyczących kolejnych tąpnięć w gospodarce, zmian w pogodzie i kolejnych przygód w kampanii.

I w co tu wierzyć?

W czasach burzy hormonalnej chodziłam w glanach, uwielbiałam barwy ciemne i skakałam na koncertach lokalnych metalowców. Dobrze się bawiłam. W sumie oceniano tę grupę młodzieży jako wywrotowców. Do innych określeń, związanych z potępieniem nie nawiążę. 

Mimo otaczającej niechęci potrafiliśmy się, jako zbuntowana młodzież, zorganizować. Z takich gotyckich, zachrypniętych, wykrzyczanych piosenek zebrać niezłą sumę na utrzymanie schroniska dla zwierząt przez zimę. 

Pozostały miłe wspomnienia i wnioski:

- w takiej grupie młodzież czuje się wyjątkowo

- można spożytkować czas, który ma się po szkole

- jest to zabawa w teatr, bo każdy taki koncercik to mini przedstawienie

- pozostają ciekawe obrazki w pamięci.

Może się mylę. Może każdy z tą grupą ma inne doświadczenia.

Dopiszę jeszcze, że z ciekawości posłuchałam sobie trochę tej muzyki, tworzonej przez Pana N. Obejrzałam fragmenty teledysków. 

Przyznam, że teledyski mi się nie podobają, są zbyt oczywiste. Charakteryzacja zespołu ciekawa. Co do muzyki, wokal może być. Jednak ja preferuję, preferowałam więcej gotyku w takich utworach. Więc mi nie podchodzi. 

 

Komentarze (1)
1 | 2 | 3 |
Najnowsze wpisy
2014-02-14 12:48 Krytykę przebij na siłę
2014-01-21 12:43 Czas się wlecze
2014-01-10 14:54 Praca w grupie
2013-12-19 12:35 Plany
2013-11-28 15:12 Królu mój!
O mnie
lelele

Kopiowanie i publikowanie zdjęć i tekstów umieszczonych na moim blogu, jako własnych jest niezgodne z prawem. Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych (Dz.U. z 1994 r. Nr 24, poz. 83)

Mój profil w iWoman.pl

   Blogi