iWoman.pl iWoman.pl

przejdź do listy blogów przejdź do serwisu

LogowanieRejestracja

Dla dzieci i dorosłych...

Siedzimy na kanapie i oglądamy żołądek, dwunastnicę, jelita i znajdujące się w nich kosmki jelitowe.

I po raz kolejny odpowiadam na pytanie "co to jest?" bez oznaki zniecierpliwienia. Sama jestem ciekawa co kryje się na następnej stronie. Obrazki wnętrzności człowieka i ich powiązanych funkcji są proste i pełne kolorów. Po raz pierwszy patrzę na żółć bez obrzydzenia. 

          

Prosto sformułowana informacja na temat błonnika wprawiła mnie w osłupienie. Bo nasze ciało nie potrafi strawić błonnika - nigdy to do mnie nie dotarło. Zawsze wiedziałam, że jest on potrzebny właśnie w procesie przemiany materii... i już więcej nie będę pisać, by się nie pogrążać.

Gratuluję autorom "zjedz to sam" pomysłu i świetnej realizacji.

Napisałabym więcej, ale dzieciaki mają już dość mojego klikania...

spadam

Komentarze (0)
Kryminał na zimę

Widziałam i nie pożałowałam. Piękna Skandynawia i skomplikowani mieszkańcy to pierwsze odczucie po obejrzeniu pierwowzoru obecnego hitu kinowego. "Millennium, Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet" to odpowiednik "Dziewczyny z tatuażem", który dzięki reklamom już podbija top listy. 

Miałam okazję pracować dość długo w szwedzkiej firmie. Było schludnie i wywrotowo. Dziwne, że do dziś oceniam ten czas ciekawie, a mimo to gdy gorączkuję to pojawiają mi się tamtejsze koszmary. Może to cecha Szwedów, która nie pasuje do ogólnie przyjętych pozytywnych stereotypów. Oni bywają mroczni. To trzeba przyjąć. Wiele razy byłam świadkiem, gdy podczas spotkań biznesowych potrafili oczarować całe towarzystwo. Cała esencja tkwiła wewnątrz, ukryta i nieprzenikniona przez gości. A jak oni potrafili się kłócić! Oczywiście między sobą, elegancko i bez skrupułów zarazem. Coś pięknego. 

Film podobał mi się bardzo. Nie chcę tu zdradzać niczego, choć kusi mnie ogromnie. 

"Millennium" Stiega Larssona to kolejne wyzwanie. Na bazie trylogii powstały te dwa filmy. Ciekawa jestem jak Amerykanie podeszli do tematu. Niektórzy już zapewne widzieli.

Komentarze (4)
Co by tu zjeść?

Zazwyczaj, gdy wpadnie mi książka do ręki to nie mogę się opanować i czytam ciągiem. Zaniedbuję siebie. Mało śpię, mało jem. 

Tylko od czasu do czasu mąż coś burknie. Ale zajęta wartkim potokiem słów, nie bardzo wiem o co mu chodzi.

Pojawiła się książka inna. Taka, która jest nie do przeczytania w jeden, dwa lub cztery dni. Za każdym razem, gdy przeczytam kilka stron, maszeruję do kuchni. Zaczynam poszukiwania. Jem i delektuję się masłem, pieczywem, oliwką a nawet korniszonem. Wszystko mi smakuje. Nawet teraz, kiedy zbieram się do opisania książki, musiałam pobiec do kuchni. Tak dziwnie zaschło mi w gardle. Doszłam już do takich stron i takich zaawansowanych smaków, że chyba nie dam rady jej przeczytać do końca. No chyba, że postanowię zwiedzić wszystkie restauracje i w każdej szukać smaków opisywanych przez Julię. 

Niemal każdy, od czasu do czasu, znajduje się na początku drogi. Nieważne ile ma się lat. Julia Child nie miała żadnych planów. To rzeczywistość roztoczyła przed nią taką, a nie inną woń, że wylądowała w kuchni. A napomknę, że wychowywana była w świecie służących i nie miała zwyczaju gotować sama. Zaczęła od niczego, a skończyła.. no właśnie jeszcze tego nie wiem. Jestem w połowie, a smaki jakie wydobywają się z każdej nowej strony powodują, że nie potrafię przyśpieszyć. 

Julia jest osobą skromną, bardzo wysoką i nie ma kompleksów. Postanawia uczyć się gotowania w tymże pięknym, ale dumnym kraju kucharzy. Uczy się szybko. "Moje życie we Francji" zawiera również trochę historii naszych babć i dziadków oraz dużo pięknej przyrody i miast. 

Ta książka ma jakąś siłę, która zagoniła leniucha do kuchni. Zaczęłam więcej gotować. Ten entuzjazm do smaków jest zaraźliwy. 

Komentarze (2)
Pieśń dla dorosłych

Czy się boję? Już nie. Choć jak sobie pomyślę, że zima nadchodzi to kojarzy mi się ona z tym lodowatym martwym czymś szukającym ciepła w nocy by je zgasić. Porwała mnie kolejna powieść. Saga fantasty, która zaczyna się ciepło w rodzinnym gniazdku Starków. I gdy już wszyscy się poznali i pokochali zaczynają się dziać rzeczy, których być nie powinno. Na początku wydawać by się mogło, że są to tylko złe sny bohaterów, których dopiero co się poznało. Nagle wszystko zaczyna się sypać, pokochane postacie przestają nimi być i może się wydawać, że wszystko stracone. Lektura przepadła. Nic z tych rzeczy. George Martin tak zręcznie omamił mnie słowem pisanym, że czuję, że sama z tej pajęczyny nie wyjdę. I muszę czekać. Na kolejne części Pieśni Lodu i Ognia. Złoszczę się jak dziecko. Bo chciałabym już poznać zakończenie. A wygląda na to, że poznam je za kilka lat. Może. Grrrrr

Najnowsza część pojawiła się w lipcu bieżącego roku. W wersji angielskiej. Mam ją i gdy tylko ją dostałam przeczytałam od przodu i od tyłu. Wychodzi na to, że chciałam ją zjeść oczyma od razu. Przeczytałam najciekawsze wątki, dotyczące postaci, o których wciąż myślałam. Teraz mogę smakować się lekturą w spokoju. Zaspokoiwszy największą ciekawość nie przeglądam kartek pobieżnie lecz wczytuję się w całość. Uczta trochę potrwa.

Gra o wpływy, zamki i miasta to świat, który porównywany jest ze średniowieczem Europy. Może być i tak. Jest dość dużo podobieństw. Mnie to jednak nie wzrusza tak mocno jak podobieństwa do współczesnego świata, które przychodzą do głowy w trakcie czytania. Nie są one jednoznaczne. Schowane między linijkami tekstu, wyskakują nagle i straszą. Bo jest to lektura, która mocno odsłania obłęd polityki. Makiawelizm, który przedziera się przez zamki i rani, tych którzy chcą lub nie chcą się w to bawić. Nie ma zbyt wielkiej różnicy, w tym kto decyduje o losach wielu istnień ludzkich. Wszystko się miesza i łączy, aż nie wiadomo czy to zło wynika z poczynań tych prawych i mądrych bohaterów czy z zakłamanych i złych, a może przypadkowych postaci. Czas biegnie do przodu zabierając ze sobą to wszystko co spotka na drodze. Dochodzą jeszcze postacie fantasty wymyślone przez autora. Martin nie odkrywa ich sensu istnienia, ani celów do spełnienia. Są to kolejne pionki w grze. Ich sens może nadać każdy czytelnik z osobna. I to chyba jest najciekawsze w tej serii powieści. Jest dużo miejsca dla czytelnika, jego myśli i skojarzeń. Dochodzi zatem do interakcji. Wystarczy zajrzeć na portale poświęcone sadze. Każdy wątek jest szeroko omawiany przez ludzi z niemal każdego zakątka świata. Prowadzone są dyskusje, ba nawet kłótnie. To prawdziwy majstersztyk. Podczas, gdy akcja trwa w Pieśni, to reakcja zachodzi poza nią, zmuszając czytelników do połączenia sił w poszukiwaniu sensu i zakończenia. Wyobrażono ich sobie już wiele. Ciekawe tylko jak siwobrody postanowi zakończyć swą sagę i kiedy to się stanie.

Saga jest długa. Jest w nich klika  głównych rodów, z którymi można się utożsamiać bądź znienawidzić. To nie wszystko. Każdy z wielkich rodów ma w swej grupie rody zależne, z którymi łączy ich różna przeszłość. Stąd wiele zwrotów w akcji, wiele odrębnych przypadkowych, ale barwnych postaci. Gdy któryś z tych rodów pokochamy, to jest to tak, jakbyśmy stawali się członkami ich rodzin. Mają one swoje motta, swoje herby i barwy. Powstają już kolejne serie serialu, który dość barwnie przedstawia ten wymyślony świat. Głośno komentuje się obsadę aktorów, którzy mają się w nim pojawić.

Powieść jest realna do bólu. :) Można spotkać w nim smoki, zmiennoskórych i dzieci lasu. Ludzie i zwierzęta nie są nudni przy tych wymyślonych. Jest jeden karzeł, który ma wielu fanów. Jest natura i wielkie miasta. Pająki mieszają się ze złodziejami. Są królowie prawdziwi i fałszywi. Kobiety, które mają wiele do powiedzenia. Architektura, która przekracza moją wyobraźnię. Jest miłość, przyjaźń, nienawiść. Jest seks. Do tego trzeba dodać wiele tajemnic, którymi karmi nas autor. Jest wiele niedopowiedzeń, które rozwijają się po drugiej stronie, czyli tu w mojej głowie.

Komentarze (0)
1 | 2 |
Najnowsze wpisy
2014-02-14 12:48 Krytykę przebij na siłę
2014-01-21 12:43 Czas się wlecze
2014-01-10 14:54 Praca w grupie
2013-12-19 12:35 Plany
2013-11-28 15:12 Królu mój!
O mnie
lelele

Kopiowanie i publikowanie zdjęć i tekstów umieszczonych na moim blogu, jako własnych jest niezgodne z prawem. Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych (Dz.U. z 1994 r. Nr 24, poz. 83)

Mój profil w iWoman.pl

   Blogi