iWoman.pl iWoman.pl

przejdź do listy blogów przejdź do serwisu

LogowanieRejestracja

Dla dzieci i dorosłych...

Siedzimy na kanapie i oglądamy żołądek, dwunastnicę, jelita i znajdujące się w nich kosmki jelitowe.

I po raz kolejny odpowiadam na pytanie "co to jest?" bez oznaki zniecierpliwienia. Sama jestem ciekawa co kryje się na następnej stronie. Obrazki wnętrzności człowieka i ich powiązanych funkcji są proste i pełne kolorów. Po raz pierwszy patrzę na żółć bez obrzydzenia. 

          

Prosto sformułowana informacja na temat błonnika wprawiła mnie w osłupienie. Bo nasze ciało nie potrafi strawić błonnika - nigdy to do mnie nie dotarło. Zawsze wiedziałam, że jest on potrzebny właśnie w procesie przemiany materii... i już więcej nie będę pisać, by się nie pogrążać.

Gratuluję autorom "zjedz to sam" pomysłu i świetnej realizacji.

Napisałabym więcej, ale dzieciaki mają już dość mojego klikania...

spadam

Komentarze (0)
Przy oknie..

Wyjechaliśmy ze stolicy na trochę. W sumie była to ewakuacja. Kalendarz jednego członka rodziny pękał w szwach. By nie wywołać konfliktu wynikającego z braku czasu, grzecznie spakowałam siebie i graty krasnali. 

Siedząc przy otwartym oknie miałam dobry widok i akustykę. Krasnale zaznały prawdziwej wolności i biegały po podrórku jak chciały i kiedy im to pasowało. Do towarzystwa mieli psa i wydaje mi się, że świetnie się ze sobą rozumieli. Do tego dziadkowie wciąż mieli zapas lodów w zamrażalce.

A przy oknie zorganizowałam sobie warsztat krawiecki.

               

Z małych kwadratów powstała większa rzecz. W sumie był to eksperyment, który mnie nic nie kosztował, jedynie trochę prądu.

               

Na jednej stronie dominuje czerwień, a na drugiej zieleń. 

               

Kapa na kanapę u moich rodziców została podszyta flanelą, którą chomikowała w szafie moja mama.

Tak mi się to szycie skrawków spodobało, że powstała jeszcze poszewka...

               

Krasnale szybko przyzwyczaiły się do mojej "bliskiej" nieobecności na podwórku i gdy tam się pojawiłam to się obraziły. 

"Po co tu przyszłaś? Idź sobie, my się bawimy!" - ależ mnie te słowa ucieszyły...

 

Komentarze (2)
Dziś zrobiłam tylko brochę

Mamy już połowę dnia za sobą. Czeka nas jeszcze kilka czynności, które wpisują się w naszą zwykłą codzienność i mijają prawie niezauważone. Powtarzalne i banalne. A jednak, za każdym razem przy okazji ich trwania pojawiają się smaczki. 

Piaskownica - córa dostała piachem prosto w oczy. Od razu usłyszałam, że mała osóbka, która to zrobiła "nie zrobiła tego specjalnie". Zajęta ratowaniem oczu córki i zagłuszona jej piskiem, usłyszałam tą wyczekującą na reakcję frazę. Nie miałam ochoty się odzywać. Ale po chwili trzeba było odpowiedzieć oczywistością - tak, nie zrobiła tego specjalnie.

Chodnik - pan, który pilnuje naszego przemiłego osiedla poinformował mnie, że jeden z mieszkańców kazał mu zakazać mazania kredą po chodniku. Cuż, jest to wada zamkniętych osiedli. Można rozkazywać banały i bawić się w głuchy telefeon przez mieszkańców, którzy wyobraźni nie mają.

Autobus - niby nie codzienność, ale wracając z niedzielnej eskapady z maluchami doświadczyłam oświecenia. Miła pani głosiła swe sądy tak głośno, że synek się rozpłakał. Zamknięci w ciasnocie, musieliśmy wysłuchiwać tego, czego nie do końca dało się słuchać. Córa, aż się porzygała.

Dziś nie mam ochoty wychodzić, ale przecież trzeba. Jestem zmęczona tymi smaczkami. Dla odmiany zrobiłam brochę.

Teraz kłócę się z synkiem o malinowy soczek..

- Jest tylko woda lub herbata.

- Nie! Nie ma body. Blakło ody mamo! Malinowy socek jest!

Dziś jestem niemiła. Wody u nas dostatek. I synek  ją wypije, bo inaczej brocha się potnie.

        

Komentarze (0)
Mielno - relacja z początku maja

Tłumów brak - to był wabik, który pozwolił nam na spędzenie w tym małym miasteczku po kilka godzin każdego dnia. 

By było nam przyjemniej, jedną pociechę zostawiliśmy po drodze u dziadków. W sumie córa o tym zdecydowała, mogła tam rządzić do woli. Młodszy potomek pojechał z nami do Koszalina, gdzie rządził zdaje się okropniej niż zwykle. Pobódki o 5 nad ranem weszły mu w nawyk. I tak długo się darł, że "JUŻ JEST DZIEŃ", aż postawił zszokowanych rodzicieli na nogi. Nasi przyjaciele z Koszalina przyjęli to dość pobłażliwie i jeszcze nas chcą oglądać :)

A tak wygląda Mielno w naszych oczach:

                  

Przywitała nas spokojna tafla wody, niemal cicha i pusta plaża, to wystarczyło, by zapomnieć o chłodzie.

                  

Nie można pominąć zębatego zwierza... I tu napiszę coś jeszcze, zaskoczyło mnie, że większość schodów nie jest przystosowana dla osób z wózkami lub na wózku. Może Mielno nie chce takich przybyszów?

                  

Posmak soli w ustach pobudza apetyt. By zakosztować w każdym rodzaju świeżej rybki, wybraliśmy się na ulicę Rybacką w Unieściu.

                  

Ulica ta jest mało dopieszczona. Wystarczy trochę chęci i wyobraźni, a zapach wędzonej ryby i obecność rybaków może stać się rzeczywistą wizytówką, którą ludzie by rozsyłali w świat za pomocą widokówek lub MMSów.

                   

Pieniste bałwany pojawiły się następnego dnia. Było wietrznie i nasz krasnal schronił się w dołku. Okapturzeni buszowaliśmy w sieci, a dziecko rzucało się na piasek tak samo jak na sprzęty i ściany w naszym domu. Szok, nic mu się nie stało!

                   

Jakieś różowe słonie nas atakowały...

                   

W naszych starych głowach tworzyły się różne idee. Pusta plaża daje pole do namysłu...

                  

I może te nasze myśli jeszcze gdzieś pomaszerują - zobaczymy.

                  

Tymczasem nasze nogi ostatniego dnia powędrowały nad jezioro Jamno. Oj wywiało nasze głowy tam potwornie. Przy okazji, szkoda, że w sezonie jeziora z ulicy prawie nie widać, zasłonięte jest przez różne stragany, budki etc.

                  

Jeleń przed urzędem Mielna błyszczy na srebno. Szkoda tylko, że jeszcze nie zdjęto świątecznych lampek z budynku. 

                  

Podobnie, jak inne miejscowości nadmorskie, Mielno nie wykorzystuje swojego potencjału w całości. Przygotowane jest na mało wymagających turystów. Większość willi, które mnie zachwyciły przyjmuje gości zagranicznych. Pozostała część noclegów mnie nie przyciąga. Małe kempingi, domki wciśnięte na zarośnięty plac. Wiele się jeszcze w Mielnie buduje, wiele nieruchomości jest na sprzedaż. Może jeszcze uda się dodać temu miejscu więcej uroku. Zastanawia mnie dlaczego stragany i budki nie są tworzone na podobny wzór. To miasto mogłoby łatwo wyegzekwować. Miła obsługa w restauracjach i smażalniach to jedno, ale brakuje sposobu na zwabienie i zatrzymanie klienta. Gdy zamówienie się przedłuża, narastającą złość rozłożyłaby na barki prosta gra (szachy, domino a nawet "nadmorski" chińczyk). 

Mimo, że kocham nasze plaże i morze to w nadmorskich miejscowościch nie chcę się zatrzymywać. Wolę dojeżdżać i spędzać czas na ciekawych rozmowach z przyjaciółmi.

Komentarze (0)
1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 |
Najnowsze wpisy
2014-02-14 12:48 Krytykę przebij na siłę
2014-01-21 12:43 Czas się wlecze
2014-01-10 14:54 Praca w grupie
2013-12-19 12:35 Plany
2013-11-28 15:12 Królu mój!
O mnie
lelele

Kopiowanie i publikowanie zdjęć i tekstów umieszczonych na moim blogu, jako własnych jest niezgodne z prawem. Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych (Dz.U. z 1994 r. Nr 24, poz. 83)

Mój profil w iWoman.pl

   Blogi